kobieta24h
kobieta24h.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
kobieta24h
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Notki
Pingu 2008-08-04
2008-08-04







Spacerując nadmorskimi plażami wspomniałam na swoje pierwsze spotkanie z morzem.
Miałam zaledwie siedem lat, gdy wyjechałam w pierwszą samodzielną podróż, z innymi dziećmi do Dziwnówka, małej nadbałtyckiej osady. Dziś spaceruję sobie z najmłodszą pociechą, plażami innego zachodniopomorskiego miasta i wspominam "tamto" morze i swoje pierwsze wrażenia z nim związane . W wyobraźni słyszę apel na kolonijnym dziedzińcu i słowa hymnu; " Morze nasze morze, będziemy wiernie ciebie strzec, wiernie strzec, mamy rozkaz cię utrzymać albo na dnie , na dnie twoim lec , z honorem , lec ..." Dla sentymentalnego Raka patrioty, była to pieśń ważna, poruszała, czułam że oto wkraczałam w tajemniczy fascynujący świat dorosłych. Co prawda nie bardzo rozumiałam znaczenia słów; honor, polec , zginąć, utrzymać, ale czułam że ta ogromna masa wody jest ogromnie istotna, nie tylko dla mnie.
O tym że jest ona dla mnie ważna w nieco, inny, bardziej osobisty sposób, przekonałam się jakiś czas potem. Ileż to razy spacerowałam jego brzegiem, powierzając mu wszystkie swoje troski, dramaty i tajemnice. Ono szumiało, głośno czyniąc mnie nie słyszalną dla uszu innych spacerowiczów. Wspaniale jest rozmawiać z morzem, może wydać się szalone, takie gadanie z "sobą", dla mnie zawsze piękne przeżywanie, tak mówić i śpiewać w takt szumiącego morza, do jakiegoś boga-matki może boga - wiatru.... . Teraz , gdy na świecie brak mojej matki , mogę mówić do niej nad brzegiem morza i czuję, jakby była blisko, tuż obok.
Morze, a raczej morza i oceany są warte życia, nie umierania. Ich piękno jest trwałe, wzbudzające szacunek i absolutnie do nikogo nie należą, jak góry, jeziora, lasy i świat cały. Dziś życie swoje ofiarowałabym za życie drugiego człowieka, za miłość, jak mała syrenka z bajki Andersena, której podobiznę spotkałam nad kopenhaskim kanałem, nie za poszczególne ziemi fragmenty, ani za jej politycznie atrakcyjne miejsca.
Każde napotkany kraj zdaje się być moją ojczyzną, a więc bez sensu jest uczepić się kurczowo jakiegoś państwa, języka, zwyczajów, morza, czy miasta i za nie umierać. Życie nie wymaga ofiary z życia, chyba że zabiera nas znienacka, szalejącą morską nawałnicą, albo inną naturalną katastrofą, przed którą nie sposób zbiec, jak przed śmiercią, może karmą.... Człowiek wymaga od drugiego człowieka, zwierzęcia, ziemi ofiary w imię własnych potrzeb i korzyści.
Rozumiały to tzw. ludy prymitywne ( pogańskie dzikusy), nie zrozumiały elity oświeconego zachodu, na czele ze swoimi monarchami i politykami.
Kiedyś i ja gotowa byłam zginąć za swoje miasto, Warszawę , kiedyś, kiedy miałam naście lat, jak moi wojenni rówieśnicy, poszłabym walczyć pod sztandarami Powstania Warszawskiego, poszłabym i zginęła. Dziś każde miasto jest "moją Warszawą".
Młodym, niedoświadczonym umysłem łatwo jest manipulować i zastępować mu prawdziwe życie i jego wartości, nic wartymi ideami z cudzych potrzeb. Może to los, tamtego pokolenia, taka karma, Bóg jeden wie ... a może tylko polityka, nie ważne... Tak było przed tysiącami lat, tak jest teraz, człowiek wojował o skrawek ziemi, która do niego nie należy i która nigdzie nie jest ani lepsza, ani gorsza. W tym miejscu zacytuję słowa piosenki Pana Ryszarda Rynkowskiego; " znasz prawdę o głowie i murze, daj spokój za piękny świat". Tak właśnie robię chłonąc piękno nadmorskich plaż, przybrzeżnej zieleni i ludzi beztroskich w swej wakacyjnej przygodzie. Wkoło mnie obok siebie, Niemcy, Polacy, Polacy, Niemcy, gdzieniegdzie Rosjanie i niech tak pozostanie ...








Zobacz serwisy INTERIA.PL